Cupcake Kamisama
piątek, 8 sierpnia 2014
0
comments
Poczucie winy bardzo, ale nie, wcale nie zaniedbuję
bloga. Pod koniec lipca odbyłam wielką wycieczkę, o której Wam niedługo
opowiem. Po prostu ledwo wróciłam, to trzeba było skończyć semestr, a w środę
odbyła się prezentacja wyników badań wszystkich osób z mojego roku. Jak zwykle,
mnie przypadło przedstawiać na samym początku, więc skupiłam się na tym. Ale
słowo, że relacje z wycieczki pojawią się już niedługo. A podczas gdy tak sobie
czekacie, to podzielę się paroma zdjęciami, związnymi z prezentacją albo
niezwiązanymi z niczym. :P
Skoro prezentacja jest o tatuażach, to prezentowanie z tatuażem na ramieniu było jak najbardziej na miejscu.
Zdj. Mohammad Ali.
Zdj. Mohammad Ali.
Część druga prezentacji, której przewodniczyłam - koleżanka za mną właśnie skończyła swoją, więc zgaduję, że w ten sposób odreagowywała stres. :P
Zdj. Mohammad Ali.
Przewodnicząca prezentacji, znaczy ja. :)
Zdj. Mohammad Ali.
15/19 osób z mojego roku, przed przerwą na lunch.
Zdj. Mohammad Ali.
Nasza straż pożarna nie jest byle czym - jest super!
Nie tak dobra jak po-prostu Lipton Apple Ice Tea, ale jako że tą ostatnio trudno dorwać (nie wiem, dlaczego), ta dobrze się sprawuje w zastępstwie.
Fuj!
Nooo, nawet dobra, w sam raz na aktualną pogodę (notabene: średnio ok. 36°C)
Cupcake Kamisama
poniedziałek, 10 lutego 2014
0
comments
Trochę się nie odzywałam, przyznaję i przepraszam. Złożył
się na to przede wszystkim nadmiar nauki, który z kolei wpłynął na to, że nie
miałam okazji i/lub ochoty się gdziekolwiek ruszać.
Osiem stron notatek na egzamin z kanji.
Poprawianie ankiety, która będzie podstawą moich badań.
Ale, na całe szczęście, to już za mną. Poszły wszystkie
egzaminy i prezentacje, pracę w szpitalu skończyłam już wcześniej, zaczynam
całe dwa miesiące ferii wiosennych. Póki co wyłącznie odpoczywam i odsypiam
semestr (Oksford zdecydowanie rozpieszcza ludzi krótkimi semestrami), ale plany
są ambitne: podróżować, ile tylko będę w stanie. Mam już kupiony bilet powrotny do Korei, a o tej porze za dwa tygodnie będę już w Osace, tuż przed podróżą na Hokkaido, w międzyczasie nie zamierzam też zanadto próżnować w samej Kanazale, zatem bez obaw, oto powracam. :)
Tymczasem tyle z ogłoszeń i wyjaśnień, lecę wypoczywać
jeszcze trochę.
Cupcake Kamisama
środa, 1 stycznia 2014
0
comments
Relacje z Tōkiō i okolic pojawią się na dniach, obiecuję.
W tak zwanym międzyczasie zaś, skoro mamy pierwszy stycznia, chciałabym złożyć
Wam noworoczne życzenia wszystkiego najlepszego. 明けましておめでとうございます![Akemashite omedetō
gozaimasu, dosłownie: gratulacje z racji „otwarcia” (Nowego Roku)].
W tym roku zamiast postanowień noworocznych (bo „postanowienia”
za bardzo kojarzą mi się z samym celem, podczas gdy droga do celu też jest ważna)
mam plany na każdy miesiąc. Ale wałęsając się po japońskiej stolicy, naszło
mnie kilka przemyśleń, napatoczyło się kilka reklam i dotarło do mnie, jak
rzadko mam styczność z japońskimi mediami. Filmy, seriale, komiksy, książki –
jeśli już mi się zdarza, to zazwyczaj oglądam/czytam w tłumaczeniach i tylko
to, co w ten czy inny sposób dotarło na Zachód. A przecież tego jest tyle
więcej! Zatem do moich noworocznych planów postanowiłam dołączyć pomniejsze,
prostsze, będące po prostu rzeczami w stylu „obejrzeć/przeczytać X”. I tymi
planami pozwolę sobie się z Wami podzielić, wraz z wyjaśnieniami, dlaczego
właśnie to.
Przeczytać:
* 「1リットルの涙」(Ichi rittoru no namida, pl. litr łez), powieść – lada moment skończę, więc
powodami podzielę się w recenzji, która niewątpliwie nadejdzie.
* 「パラダイス・キス」(Paradise Kiss), manga – lubię mangi
dla nastolatek (trochę głupiutkiego romantyzmu i komedii, nie, wcale z takich
rzeczy nie wyrosłam), a o tej słyszałam sporo naprawdę pochlebnych opinii. W
dodatku jest krótka, tylko 5 tomów, więc damy radę.
Obejrzeć:
* 「カノジョは嘘を愛しすぎてる」(Kanojo ha uso wo
aishisugiteru, pl. Pokochała kłamstwo zbyt mocno [tłumaczenie własne]), film –
co prawda na podstawie mangi, jednak film jakoś teraz jest w kinach i wygląda
całkiem ciekawie. >trailer<
* 「テルマエ・ロマエ」(Thermae Romae), film – też na
podstawie mangi i znowu, film wygląda ciekawie. W dodatku będąc w Tōkiō
widziałam trailer drugiej części, więc fajnie byłoby obejrzeć ją w kinie.
>trailer<
* 「花咲くいろは」(Hanasaku iroha, pl. Kolory
kwitnących kwiatów [tłumaczenie własne]), anime – po raz pierwszy dowiedziałam
się o tym anime od mojej japońskiej rodzny, gdyż jej postaci stały się pewnego
rodzaju symbolem Kanazawy. Otóż gorące źródła, gdzie pracuje główna bohaterka,
wzorowane są na prawdziwych gorących źródłach Yuwaku, właśnie w Kanazale.
>trailer<
Na chwilę obecną wyłączam ze spisu nadrobienie filmów
Studia Ghibli, gdyż są trochę bardziej oczywiste i w tych przypadkach czasem
wolę obejrzeć wersję z dubbingiem (mówcie, co chcecie, nic nie pobije
Christiana Bale’a udzielającego głosu Howlowi w „Ruchomym zamku Hauru”!).
Póki co to wszystkie tytuły, jakie wynalazłam. Tak,
rzeczy do obejrzenia przeważają, ale też dlatego, że obejrzenie czegoś zajmuje
mniej czasu niż przeczytanie, a czas będzie mi potrzebny na czytanie materiałów
do pracy licencjackiej, więc wolę go oszczędzać. Chociaż jeśli jeszcze znajdę
coś ciekawego, to niewykluczone, że lista ulegnie zmianom.
Tymczasem raz jeszcze wszystkiego naj w Nowym Roku i
pędzę pisać relacje z Tōkiō! Na zakończenie postu oraz aby rozpocząć rok 2014
czymś pozytywnym, niech zagra nam japońska Lady Gaga, Kyary Pamyu Pamyu!
Cupcake Kamisama
sobota, 21 grudnia 2013
0
comments
Dziś wieczorem wyruszam do tego wielkiego, tłocznego
molocha-który-nigdy-nie-śpi zwanego potocznie stolicą Japonii, Tokio. Zatem
oczekujcie tutaj przerwy, podczas gdy ja zamierzam przeżywać przygody, badać
najdziwniejsze dziwy i ogólnie cieszyć się wolnym aż do powrotu wieczorem 30
grudnia. Potem postaram się zbombardować Was postami o tych wszystkich
najdziwniejszych dziwach, przygodach itp.
Cupcake Kamisama
wtorek, 3 września 2013
0
comments
Jak to mówią, shit’s getting real. W piątek dostałam maila, że w przeciągu tygodnia
dojdą moje papiery na wizę (przede wszystkim tzw. Certificate of Eligibility,
papier z Ministerstwa Sprawiedliwości potwierdzający, że mogę studiować i/lub
pracować w Japonii) i już dziś wylądowały bezpiecznie w moich łapkach.
Ktoś chyba nawet
zrobił wycieczkę z biura do kampusowego sklepiku z pamiątkami, bo papiery
przyszły w folderze z Kanazawa Daigaku. (Notabene, Japończycy uwielbiają takie
foldery, często można je dostać za darmo w ramach jakichś kampanii reklamowych –
ja np. mam jeden reklamujący bankomaty na stacjach kolejowych – ale można je
też kupić: ze słodkimi zwierzaczkami, z widokami, z celebrytami itp.)
Odrobinkę
szkoda, że samo złożenie podania o wizę musi poczekać aż do przyszłego
tygodnia, aż wrócę z Polski, no ale lepiej późno niż wcale, a i tak wszystko
powinno ładnie zdążyć przed wylotem. Zatem we wtorek 10.09 czeka mnie przygoda
pt. jednodniowa wycieczka do Londynu (5 godzin jazdy w jedną stronę, jakieś 5
godzin w Londynie i 4 godziny drogi powrotnej – bo inne rozwiązania są dla
mięczaków!), druga wizyta w ambasadzie, a potem…
O Jezu, a potem
ostatnie zakupy i pakowanie, i wylot! O.O Jakoś jeszcze do mnie nie dotarło, że
to tak blisko…
Cupcake Kamisama
środa, 21 sierpnia 2013
4
comments
Kiedy nie
utrudniam sobie życia, bardzo często okazuje się, że wszystkie sprawy są
łatwiejsze w rzeczywistości niż w moich wyobrażeniach (tych czarnych, ale i
jaśniejszych).
Loty są, wizy
jeszcze nie ma (i staramy się tym nie stresować, nie, nie!), ale taki na
przykład akademik już został załatwiony. Juhu, mam gdzie spać, cieszmy się z
rzeczy drobnych! Kanazawa Daigaku International House wygląda, jak na mój gust,
niezgorzej (a po jednym czy dwóch pobytach w polskich akademikach naprawdę nie
mam wygórowanych oczekiwań), a że dodatkowo jest najtańszy i na terenie
kampusu, to cieszę się i nie narzekam, przynajmniej dopóki nie napada mi na
głowę, o!
International House facilities
Czasem też,
kiedy nie utrudniam sobie życia, okazuje się, że wszelkie poprzednie stresy
związane z dojazdem na miejsce też są zbędne. Bo widzicie, ląduję w Japonii
rankiem w poniedziałek trzydziestego września – ale akademik mam dopiero od
pierwszego października. Nadeszły tedy czasy Wielkiej Rozkminy: szukać hotelu
koło lotniska i jechać następnego dnia rano podstawionym przez uniwerek
autokarem, czy wbijać na dzień do Osaki, zwalając się przy tym przyjaciółce na
głowę, po czym ruszać w podróż następnego dnia. A potem przyszło Olśnienie:
przecież nikt mi nie zabroni jechać do tej Kanazawy od razu, jeszcze w poniedziałek,
i znaleźć sobie jakiś hotelik na miejscu, prawda? Od myśli do Google’a i,
chociaż jeszcze niezakupione, to wyszukane i zapisane mam już i połączenia (z
lotniska na stację i z Osaki do Kanazawy), i hotelik (Top Choice przewodników
Lonely Planet, to naprawdę dużo!), i przy okazji powróciło do mnie trochę
optymizmu. Always look on the bright side of life – i nagle wszystko się jakoś
tak układa.
Pingyi Guest House
A kiedy w ogóle
nie utrudniam sobie życia, to nagle się okazuje, że jeszcze nie wsadziłam nawet
zadka w samolot, a już dostaję maile od ludzi, z którymi ten rok spędzę.
Nieutrudnianie
sobie życia naprawdę wiele daje. :)
Największa rzecz załatwiona. Przyznaję, przez te ostatnie kilka dni śledziłam stronę Finnaira jak maniaczka, porównując ceny z datami wylotów, czytając wszystkie FAQ, dumając nad tym, czy potrzebuję dodatkową walizkę (skąd mam takie rzeczy wiedzieć?!)... No i wreszcie, dosłownie kilka minut temu, lot został zakupiony, nie ma już odwrotu.
To dopiero początek na długiej drodze Wszystkich Spraw Do Załatwienia Przed Wylotem, ale i tak każdy krok mnie cieszy. To znaczy, że coś jest gotowe, nawet jeśli małe coś, i jestem bliżej niż dalej. :)